Archiwum kategorii: wokół kościoła

Wydarzenia września 1939 w pamięci mieszkańców Orawki

Pierwsze dni września 1939 roku na Górnej Orawie zapisały się w pamięci mieszkańców jako czas niepewności i dramatycznych wydarzeń. Wtargnięcie wojsk niemieckich na terytorium Polski od strony Chyżnego i Lipnicy Wielkiej i ich przesuwanie się w kierunku Rabki i Nowego Targu wywołało niemały niepokój wśród ludności, która znalazła się na pierwszej linii frontu. Pogłębiało go internowanie mężczyzn z okolicznych wsi, zakwaterowanie dowództwa niemieckiego w domach Orawczan i niepewność losów tych bliskich, którzy powołani do służby wojskowej podjęli walkę z wrogiem. Dopełnieniem tragedii tamtych dni była katastrofa polskiego bombowca, który został zestrzelony przez niemiecką artylerię przeciwlotniczą nad polami Orawki. 

Cenne świadectwo tego trudnego czasu pozostawiła Anna Przemyska (1924–1995), która jako nastoletnia dziewczyna obserwowała wkroczenie wojsk niemieckich i słowackich do Orawki, a 3 września 1939 roku była świadkiem zestrzelenia i katastrofy polskiego samolotu PZL.23 „Karaś”. To wspomnienie opublikowała w miesięczniku „Królowa Apostołów” (nr 10/1989, s. 15 i 26). 

Naocznym świadkiem wydarzeń był również Alojzy Kuczkowicz, który jako pięcioletni chłopiec wraz ze starszymi braćmi pasł krowy i obserwował z Sołtystwa (dzielnica Orawki) rozgrywające się wydarzenia. Później wielokrotnie rozmawiali z ojcem o tej tragedii. Jego wspomnienia uzupełniają relację Anny Przemyskiej i pozwalają pełniej odtworzyć obraz pierwszych dni wojny. 

Najważniejszym źródłem dotyczącym akcji wojskowej powstrzymania marszu wojsk agresorów i samej katastrofy są raporty wojskowe zachowane w archiwach, opis zamieszczony w Muzeum Lotnictwa Polskiego oraz bezpośrednia, osobista relacja jej uczestnika – plutonowego pilota Aleksandra Rudkowskiego (1914–2001), opublikowana także w „Królowej Apostołów” (nr 9/1989, s. 6 i 7). 

Pierwsze dni wojny 

Wczesnym rankiem 1 września 1939 roku wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny zaatakowały Polskę wzdłuż całej jej granicy od lądu, morza i z powietrza. W tym samym czasie został zbombardowany Wieluń, ostrzelane Westerplatte, a od południa została przerwana granica ze  Słowacją, gdzie niemieckie kolumny pancerne, wspierane przez oddziały słowackie, wkroczyły na ziemie polskiej Orawy przez wsie Chyżne i  Lipnica Wielka, a następnie przez Jabłonkę i Orawkę   przemieszczały się dalej drogą w kierunku Podwilka.

Na podstawie książki gen. Friedricha Stahla Organisation des Heeres 1939 Anna Przemyska ustaliła, że od strony Słowacji posuwały się dwie niemieckie dywizje należące do 14. Armii, podporządkowane różnym korpusom – 7. i 45. Pierwszą dowodził generał Ott, drugą, przybyłą z Linzu nad Dunajem – generał Materna. W swojej relacji w 1989 roku opisywała, że Niemcy zajęli jej dom rodzinny, pensjonat „Sabina”, prowadzony przez rodzinę Obyrtaczów (jej matkę Sabinę i ojczyma Jana). Miejsca było dużo, więc urządzono tam kwaterę dla generała Materny. Przed jego przybyciem żołnierze starannie przeszukali zabudowania całego obejścia. Pokoje wypełniły skrzynie z pieniędzmi, wyposażenie i mapy wojskowe, na których zaznaczone były nawet najmniejsze strumyki i ścieżki. Młoda dziewczyna zapamiętała generała Maternę jako wysokiego, opalonego mężczyznę, którego znakiem szczególnym był złoty ząb. Wspominała, że w zabudowaniach gospodarczych byli przetrzymywani mężczyźni z okolicznych miejscowości, zwłaszcza z Jordanowa i Podwilka, zatrzymani przez Niemców. Wielu z nich zgromadzono pod strażą w stodole, a kiedy zabrakło tam miejsca, również w brzozowym lasku niedaleko pensjonatu. 

Anna Przemyska przedstawiła wydarzenia z rodzinnej Orawki i na Orawie w szerszej perspektywie rozpoczynającej się wojny i korzystając z publikacji dotyczących kampanii wrześniowej, zwróciła uwagę na znaczenie 10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej, dowodzonej przez płk. dypl. Stanisława Maczka i wspieranej przez oddziały I Brygady Górskiej pod dowództwem płk. dypl. Stanisława Gaładyki. Wspomniała, że mieszkańcy Orawki z niepokojem obserwowali wydarzenia rozgrywające się w rejonie Wysokiej, gdzie przez kolejne dni trwały ciężkie walki. Tam walczyli ich bliscy, powołani do Korpusu Ochrony Pogranicza, między innymi jej ojczym Jan Obyrtacz. Niemieckie natarcie od strony Słowacji zostało skutecznie opóźnione przez stronę polską. Według przywoływanych przez nią źródeł niemiecki klin pancerny posuwał się w tym rejonie bardzo powoli – miejscami nie więcej niż kilka kilometrów dziennie. 

3 września 1939 roku – „Karaś” nad Orawką 

Kulminacyjnym momentem tych pierwszych dni wojny były wydarzenia niedzieli 3 września 1939 roku. Tego dnia ksiądz Marcin Jabłoński (1888–1948) odprawiał Mszę świętą dla osób, którym udało się dotrzeć do kościoła. Nie mogli jednak uczestniczyć w niej w spokoju. Od świtu na okolicznych wzgórzach trwały przygotowania Niemców do obrony przeciwlotniczej. Ustawiano działa, a w oddali przemieszczały się niemieckie kolumny pancerne. 

We wspomnieniach Anny Przemyskiej generał Materna, który przebywał w zajętej willi „Sabina”, obserwował sytuację z pensjonatowego leżaka, otoczony przez swoich żołnierzy. Wydawał się pewny przewagi swojego wojska oraz szybkiego i łatwego zwycięstwa. Około godziny 9:30 nad Orawką pojawił się polski samolot bombowy PZL.23 „Karaś” z trzyosobową załogą. Jak wspomina Anna Przemyska, ludzie w pensjonacie zaczęli się głośno modlić, kiedy nagle po drugiej stronie rzeki wybuchła bomba. Niemiecka artyleria rozpoczęła intensywny ostrzał i samolot został trafiony. Na jego pokładzie zginęli kapral strzelec Rudolf Widuch i podporucznik obserwator Tadeusz Prędecki. Pilot, plutonowy Aleksander Rudkowski, zdołał opuścić płonącą maszynę na spadochronie. Niemieccy żołnierze ostrzeliwali go również podczas opadania. Strzelano z różnych stron – z Wielkiego Działu, od Krzyża, od kościoła i od Podwilka. Anna Przemyska przedstawiła również niezwykle przejmujący obraz: generał miał wstać z leżaka i wraz z żołnierzami bić brawo, gdy płonący samolot spadał na ziemię, a pilot opadał na spadochronie. 

Co wydarzyło się nad Orawką? 

Relacja Alojzego Kuczkowicza uzupełnia wspomnienia Anny Przemyskiej. Zapamiętał on, że samolot nadleciał od strony Podwilka nad Orawkę, zrzucił bombę na podwórko Szczęśniaków, a następnie został zestrzelony i spadł cztery metry poniżej miejsca, w którym znajduje się dziś obelisk upamiętniający lotników. Mieszkańcy Orawki uważali, że celem ataku mógł być pensjonat „Sabina”, jednak bomba nie trafiła w zamierzony cel, gdyż lotnicy nie zauważyli go w porę. 

W archiwach wojskowych znajdują się dokumenty dotyczące akcji rozpoznania i atakowania tej przemieszczającej się niemieckiej kolumny pancernej. Załoga bombowca PZL 23 B numer boczny 4 była jedną z trzech wysłanych do wykonania rozkazu kpt. pil. Juliana Wojdy, dowódcy 24. Eskadry Rozpoznawczej, na rozkaz operacyjny wydany przez dowódcę lotnictwa Armii „Kraków”, płk. obs. Stefana Sznuka z zadaniem zbombardowania celu. Przebieg akcji szczegółowo opisał ocalały pilot Karasia Aleksander Rudkowski. W dwóch podejściach zrzucili bomby na ustalony cel. Widząc żołnierzy i pojazdy znajdujące się w pobliżu willi, ostrzelali je dwiema długimi i jedną krótką serią z karabinów maszynowych. Niestety nie zdołali odejść z miejsca akcji, ponieważ samolot został zestrzelony. Aleksander Rudkowski wspominał, że jego koledzy zginęli jeszcze w trakcie lotu. On sam zdołał opuścić pędzącą nadal maszynę na spadochronie i opadł na pole kapusty, odnosząc obrażenia wewnętrzne. Wkrótce został odnaleziony przez Niemców i przewleczony przez rzekę. Podjechał po niego samochód i przewieziono go najpierw do aresztu w Jabłonce, gdzie był brutalnie przesłuchiwany, a następnie do Rużomberku na Słowacji. Przez trzy dni pozostawał bez odpowiedniej pomocy, leżąc na trawie na stadionie. Dopiero gdy zasłabł w wyniku odniesionych obrażeń, przewieziono go do szpitala, gdzie przeszedł operację. Następnie trafił na leczenie do Wiednia, a po około trzech tygodniach do niewoli – najpierw do Stalagu XVII A, a później do kolejnych obozów jenieckich na terenie III Rzeszy. W niewoli doczekał końca wojny. 

Miejsce katastrofy 

Polegli lotnicy, 25-letni podporucznik Prędecki i 23-letni kapral Widuch, zostali pochowani w pobliżu miejsca upadku samolotu. Mieszkańcy postawili tam drewniany krzyż, a grób otoczyli niewysokim płotem. 

Miejsce pochówku odwiedzała w czasie wojny między innymi Anna Przemyska z matką i siostrą, jej szkolna koleżanka Magdalena Dziubkowa z domu Neupauer, a także członkowie oddziału Armii Krajowej „Limba”. Zachowało się zdjęcie dokumentujące jedną z takich wizyt. Pewnego dnia znalazła osmalony różaniec, który wiele lat później przekazała do muzeum regionalnego w Przywarówce. 

Miejsce katastrofy przez długi czas było również miejscem poszukiwania metalowych elementów samolotu. W czasie wojny i w pierwszych latach po jej zakończeniu metal był trudnym do zdobycia materiałem, dlatego mieszkańcy zbierali nawet najmniejsze fragmenty wraku i wykorzystywali je w gospodarstwach. Alojzy Kuczkowicz jako chłopiec wielokrotnie przychodził tam ze swoim ojcem. Pamięta, że blachę i inne metalowe części przerabiano na przedmioty potrzebne w codziennym życiu. Z katastrofy pozostały więc nie tylko wspomnienia, ale również drobne fragmenty samolotu, które przez lata były przechowywane przez mieszkańców. 

Pamięć o lotnikach z “Karasia” 

Pamięć o poległych lotnikach przetrwała wśród mieszkańców Orawki przez kolejne dziesięciolecia. Pamiętają oni historię pilotów, którzy z nieba bronili ich ziemi i na niej polegli. Alojzy Kuczkowicz wspomina, że szczątki lotników ekshumowano tuż po wojnie, w czasie gdy proboszczem Orawki nadal był ksiądz Marcin Jabłoński. Pochowano je pod południową ścianą kościoła w Orawce. 

W latach 50. XX wieku, za kadencji kolejnego proboszcza, księdza Józefa Kocańdy, podczas budowy drogi w Orawce wzniesiono betonowy pomnik nad grobem pod kościołem. Drewniane formy do wykonania krzyża maltańskiego i jego obrzeży przygotował w stolarni swojego ojca Józef Cegielny z kolegami. Jak wspominał po latach, nie mieli wtedy ani możliwości, ani czasu, aby dokładnie wykończyć i zaokrąglić zagłębienie krzyża. Beton „organizowali” od ekip budujących drogę, a pracę przy pomniku łączyli ze szkołą i obowiązkami w gospodarstwach rodzinnych – a był to akurat czas wykopków. To właśnie podczas zalewania form betonem wrzucono fragment nawiewu z kabiny pilota do zaprawy. Dzięki temu niewielki aluminiowy element samolotu przetrwał do dziś, eksponowany na pomniku przy pękniętej szachownicy jako symbolu katastrofy. 

Obchody rocznic rozpoczęcia II wojny światowej i zestrzelenia samolotu były okazją do zmian upamiętniających te wydarzenia. W 1984 roku, w 45. rocznicę wybuchu wojny na grobie lotników umieszczono fragment śmigła samolotu „Antonow”, ufundowany przez Krakowski Klub Seniorów Lotnictwa i robotników z Nowej Huty, gdzie pracował brat jednego z poległych lotników. Wymieniono także tablicę na betonowym krzyżu maltańskim, ponieważ umieszczone tam po wojnie nazwiska poległych zostały błędnie odczytane z nieśmiertelników. 

W 2014 roku wykonano nowy nagrobek. Inicjatorem jego odnowienia i fundatorem był ówczesny wójt Gminy Jabłonka Antoni Karlak, przy udziale mieszkańców Orawy i parafii w  Orawce. Szczególnie wzruszającym momentem uroczystości w 75. rocznicę wydarzeń było umieszczenie w grobie urny z ziemią pobraną kilka dni wcześniej na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, z grobu plutonowego Aleksandra Rudkowskiego, który zmarł w 2001 roku. W ten symboliczny sposób dołączył on do swojej załogi „Karasia”, z którą połączyły go tragiczne wydarzenia września 1939 roku. 

W 2025 roku w miejscu związanym z katastrofą wzniesiono obelisk z tablicą pamiątkową, a nad rzeką upamiętniono miejsce pierwszego pochówku lotników. 

Pamięć, która trwa 

Historia „Karasia” z Orawki zachowała się w kilku uzupełniających się świadectwach. Anna Przemyska obserwowała wydarzenia jako młoda mieszkanka Orawki i po latach opisała je w miesięczniku wydawanym przez Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego (Księża Pallotyni) – „Królowa Apostołów”. Alojzy Kuczkowicz, najstarszy żyjący świadek tego zdarzenia, wówczas pięcioletni chłopiec, zapamiętał przede wszystkim samolot, wybuch i miejsce jego upadku. Zdarzenie utkwiło mu w pamięci poprzez swoją dramaturgię i wielokrotne wspominanie w rozmowach z rodzicami i braćmi. Aleksander Rudkowski, jako pilot „Karasia”, pozostawił natomiast świadectwo uczestnika i ocalałego z katastrofy. 

Każda z tych relacji pokazuje wydarzenia z innej perspektywy. Razem tworzą obraz pierwszych dni wojny widzianych nie tylko przez pryzmat wojskowych raportów, lecz przede wszystkim przez mieszkańców Orawki – ludzi, którzy obserwowali przemarsz wojsk, ucieczkę ludności, internowanie sąsiadów, walki w pobliskich miejscowościach i dramatyczny lot polskiego samolotu. 

Miejsce katastrofy „Karasia” nie jest więc jedynie punktem na mapie. To przestrzeń pamięci o dwóch poległych lotnikach, o rannym pilocie, który przeżył wojnę, oraz o mieszkańcach Orawki, którzy byli świadkami tych wydarzeń i przez kolejne dziesięciolecia przechowywali ich ślady. Dzięki ich wspomnieniom 3 września 1939 roku pozostaje częścią żywej historii Orawki.

Opracowały Lucyna Borczuch i Ewa Czownicka

Pierwszy grób lotników. Zbiory Jacka Żelaszkiewicza.

Grób lotników w 2013 r. 

Demontaż betonowego nagrobka, 2014 r.

Fragment pierwszej płyty nagrobnej z lat 50. XX w.

 

Obelisk wzniesiony na miejscu katastrofy w 2025 r.

Tablica w miejscu pierwszego pochówku, 2025 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obelisk w miejscu katastrofy w Orawce

3 września 1939 samolot „Karaś” PZL P.23 z trójką lotników plut. pilotem Aleksandrem Rudym-Rudkowskim (lat 21), kpr. strzelcem Rudolfem Widuchem (lat 23) i ppor. obserwatorem Tadeuszem Prędeckim (lat 25) rozbił się w godzinach porannych w Orawce na Zawodziu, kpr Widuch i ppor. Prędecki zginęli i zostali pochowani w pobliżu tego miejsca, plut. Rudy-Rudecki dostał się do niewoli. 3 września 2025 r., przy udziale pocztów sztandarowych, zaproszonych gości i mieszkańców Orawy, odsłonięto obelisk z tablicą pamiątkową i upamiętniono miejsce pierwotnego pochówku bohaterskich lotników. Po odsłonięciu tablic uczestnicy uroczystości złożyli kwiaty i znicze na grobie lotników, przy kościele w Orawce, gdzie w 75 rocznicę tej tragedii postawiono nowy grobowiec. Więcej o katastrofie i odsłonięciu grobowca w 2014 r. tutaj  

Przy kościele można było zobaczyć zdjęcia z miejsca katastrofy i kawałki blach, pozostałych z samolotu. (LB)

Chwała bohaterom, niech spoczywają w pokoju.

[:pl]Paulus senior Vitkay, parochus Oravkensis[:]

[:pl]180 lat temu, 14 listopada 1842 r. zmarł ksiądz Paweł Vitkay, szesnasty proboszcz w Orawce, była to jego czwarta parafia. W Historia Domus Parochialis Oravkensis zapisał prawie 3 i pół strony, odtwarzając pokrótce historię parafii, jako że wcześniejsza Kronika spłonęła w pożarze plebanii w nocy z 19 na 20 września 1824 roku. Napisał o sobie, że posługę rozpoczął 3 czerwca 1830, naprawił dach i organy. Niech odpoczywa w pokoju. Czytaj dalej

[:pl]ks. kanonik Mateusz Varzely[:]

[:pl]Przy kościele w Orawce pochowanych jest czterech proboszczów, dwóch z nich żyło i pracowało w XIX wieku, dwóch kolejnych już w XX. Wszyscy czterej to postacie niezwykle zasłużone dla tej parafii i regionu.

Przyjrzyjmy się postaci księdza Mateusza Varzely, który swoją posługę pełnił tu aż 41 lat. Jego nagrobek zwraca uwagę, ponieważ jest z białego marmuru, ma węgierską inskrypcję i obwieszony jest zwykle węgierskimi wstążeczkami. Odwiedzający kościół Węgrzy uważają go za rodaka. W pewnym sensie nim był, ale czasy i granice już się zmieniły, a on urodził się w nieodległym Podwilku. Czytaj dalej

[:pl]Tablica przy grobie lotników[:]

[:pl]TugZiLM0-INii5ZPwIbg1Mz3IWjH6dt8XQI0xsN4jrI=w1920-h1080-no24 lipca 2015 zamontowano obok grobu lotników tablicę informacyjną. Prócz sylwetki samolotu Karaś, znalazła się na niej informacja o zdarzeniu w czterech językach. Gratuluję pomysłu autorowi, wykonawcy i sponsorowi w jednej osobie – panu Patrykowi Sięce z Nowego Targu.8lHojN4i0U_3LNYsJ7NoGwCgY8ok_6PVvEI4Qsp4SXs=w1920-h1080-no HsnWc-MCeqgvpnmJtqzUEdcip5q8imqQhSGofdAWnMU=w1920-h1080-no[:]

[:pl]Danuta UČNÍKOVÁ[:sk]Mgr. DANUTA UČNÍKOVÁ[:]

[:pl]OLYMPUS DIGITAL CAMERA Danuta UČNÍKOVÁ

29.11.1931 – 9.12.2014

W dniu 24 stycznia 2015, na cmentarzu w Orawce, pożegnaliśmy człowieka  skromnego, życzliwego i o wielkim sercu. Niewielu wie o Jej zawodowych osiągnięciach i  faktycznych działaniach na rzecz zabytkowego kościoła. Była historykiem sztuki, więc troską otaczała naszą najstarszą świątynię. To jej koneksjom zawdzięczamy wiele prac konserwatorskich, prowadzonych w poprzednich latach przy kościele. Czytaj dalej

[:pl]ksiądz Paweł Vitkay[:]

[:pl]

Najstarszy grób, z zachowanych na zewnątrz kościoła, kryje doczesne szczątki księdza Pawła Vitkaya. Pochodził ze Spisza, był dziekanem i kanonikiem górnoorawskiego dystryktu, asesorem sądowym Orawskiej Żupy (Incliti comitatus Arvensis iudiciariae tabulae assessor) i kanonikiem honorowym Katedry spiskiej, z zamiłowania botanikiem. Urodził się prawdopodobnie pod koniec 1779 r., ochrzczony został 31 grudnia 1779 r. w miejscowości Kubachy, obecnie Spišské Bystré k. Popradu. Jego rodzicami byli  Martin Vitko i Anna z d. Majernikova. Nauki pobierał w Kecskemét i Bańskiej Bystrzycy,  teologię i filozofię studiował w Bratysławie i Trnawie. Należy podkreślić, że sędziami zostawali ludzie stanu szlacheckiego lub o wybitnych przymiotach osobistych.

Pierwszą placówką po uzyskaniu święceń kapłańskich była parafia w Rużomberku w latach 1804-1807. Jako dobrze wykształcony, gorliwy prezbiter wkrótce został administratorem w Rabczy a następnie proboszczem, najpierw  w Bobrowie (1807-1815), potem w Zazriwej (1815-1828), i w Zubrohlavie (1828-1830), skąd dwa lata później poprosił o przeniesienie ze względu na stan zdrowia i rozpoczął pracę w Orawce. 21 lutego 1833 został mianowany przez cesarza Franciszka I honorowym kanonikiem diecezji spiskiej – canonicus honorarius dioecesis Scepusiensis. Było to uznanie jego ogromnych zasług i docenienie przez zwierzchników. W stylu pompatycznym, charakterystycznym dla tej doby, cesarz podnosi go do godności za długoletnią pracę dla Kościoła, jak również z uwagi na „szlachetne cechy osobiste”. Zmarł 14 listopada 1842 w wieku 62 lat. Okoliczności jego śmierci zostały opisane w Kronice parafialnej przez jego następcę.

Swoje prace badawcze nad florą prowadził wszędzie tam, gdzie przyszło mu pracować. Zatem najpierw na Liptowie, a potem na Orawie. W latach 1815 – 1822, w czasie posługi w Zazriwej napisał po łacinie zasadniczą część dzieła Flora arvensis, później dopełnianego o nowe odkrycia. Jest ono pierwszym opracowaniem ponad 550 roślin Orawy, wielokrotnie cytowanym przez późniejszych botaników. W Muzeum Podtatrzańskim w Tatrzańskiej Łomnicy zachowała się druga część rękopisu, rozdziały XIV-XXIV, 310 stron, z czego zapisanych jest 305. Poszukiwania prowadził na całym obszarze Orawy, czasem w towarzystwie innych osób. I tak np. bory orawskie przeszedł z Ludovitem Medzihradskym, nauczycielem z Leszczyn.

Cały rękopis Flora arvensis podarował pod koniec życia Danielowi Szontaghowi, urzędnikowi Żupy orawskiej, prawnikowi, historykowi i botanikowi, współtwórcy Biblioteki Čaploviča. Rękopis jednakże pozostawał w rękach rodziny Szontagh i w 1863 Mikołaj, syn Daniela wykorzystał go  w wydanej w Wiedniu publikacji Enumeratio plantarum phanerogamicarum et cryptogamicarum vascularium comitatus Arvensis in Hungaria o florze Orawy i Tatr Zachodnich.

Odnaleziony rękopis opracowali botanicy z Uniwersytetu im. Komenskiego w Bratysławie pod kierownictwem dr Dany Bernatovej. Na jej wniosek, decyzją Ministerstwa Kultury Republiki Słowacji z dnia 11 grudnia 2012 nr SNK/2012/KGR-491 rękopis Flora arvensis uznany został za historyczny dokument książkowy.  Jest to ten rzadki przypadek, kiedy rękopis można cytować w publikacjach. Niektóre dane zostały zweryfikowane przez badaczy słowackich dopiero po 100 latach. Potwierdza to wszechstronną wiedzę księdza Vitkaya w tej dziedzinie i rzetelność pracy.

Zachowana część rękopisu została odkryta w Muzeum Podtatrzańskim przez inż. Jana Vitka. Przy okazji badań genealogicznych swojej rodziny natrafił na inne formy swojego nazwiska (zwyczajowo przez dodanie końcówki i lub y przyjmowane w Królestwie Węgier przez szlachtę i/lub osoby zasłużone)  w przypadkach dwóch księży – Paulus Vitkay senior i Paulus Vitkay junior. Dalsze poszukiwania doprowadziły do ustalenia kim byli obaj zasłużeni księża, gdzie są pochowani a także czym się zajmowali.

odsłonięcie pierwszej tablicy, zdj.H.Šipošová

10 listopada 2012 r., w 170 rocznicę śmierci i 190 napisania pracy o roślinach, w rodzinnej miejscowości księży, w Spišském Bystrém – odsłonięta została na ścianie kaplicy kościelnej tablica upamiętniająca księdza Pawła Vitkaya.

 

 

 

Źródła:

Slovenske narodne noviny nr 19/2021 z 18 września 2021, Jan Vitko, Zivot zabudnutego knaza Vitka

https:// sdsle.sk/home-page/osobnosti/

Pišút Ivan, Šipošová Helena: Pavol Vitkay – prvý oravský botanik, Diverzita rastlinstva na Slovensku, Br. Slovenská botanická spoločnosť pri SAV, 1995, s. 177-179.

[:]

[:pl]Odsłonięcie grobowca lotników[:]

[:pl]W dniu 3 września 2014 roku, w 75 rocznicę tragedii lotniczej, która rozegrała się nad Orawką, odsłonięto zrewitalizowany grobowiec bohaterów tamtych wydarzeń. Podniosła uroczystość zgromadziła wielu zaproszonych gości i mieszkańców Orawy.

zdj.kurierorawski.pl

zdj.kurierorawski.pl

Samolot „Karaś” PZL P.23 z trójką lotników plut. pilotem Aleksandrem Rudkowskim (lat 21), kpr. strzelcem Rudolfem Widuchem (lat 23) i ppor. obserwatorem Tadeuszem Prędeckim (lat 25) został zestrzelony nad Jabłonką i spadł w Orawce.

Czytaj dalej