Wydarzenia września 1939 w pamięci mieszkańców Orawki

Pierwsze dni września 1939 roku na Górnej Orawie zapisały się w pamięci mieszkańców jako czas niepewności i dramatycznych wydarzeń. Wtargnięcie wojsk niemieckich na terytorium Polski od strony Chyżnego i Lipnicy Wielkiej i ich przesuwanie się w kierunku Rabki i Nowego Targu wywołało niemały niepokój wśród ludności, która znalazła się na pierwszej linii frontu. Pogłębiało go internowanie mężczyzn z okolicznych wsi, zakwaterowanie dowództwa niemieckiego w domach Orawczan i niepewność losów tych bliskich, którzy powołani do służby wojskowej podjęli walkę z wrogiem. Dopełnieniem tragedii tamtych dni była katastrofa polskiego bombowca, który został zestrzelony przez niemiecką artylerię przeciwlotniczą nad polami Orawki. 

Cenne świadectwo tego trudnego czasu pozostawiła Anna Przemyska (1924–1995), która jako nastoletnia dziewczyna obserwowała wkroczenie wojsk niemieckich i słowackich do Orawki, a 3 września 1939 roku była świadkiem zestrzelenia i katastrofy polskiego samolotu PZL.23 „Karaś”. To wspomnienie opublikowała w miesięczniku „Królowa Apostołów” (nr 10/1989, s. 15 i 26). 

Naocznym świadkiem wydarzeń był również Alojzy Kuczkowicz, który jako pięcioletni chłopiec wraz ze starszymi braćmi pasł krowy i obserwował z Sołtystwa (dzielnica Orawki) rozgrywające się wydarzenia. Później wielokrotnie rozmawiali z ojcem o tej tragedii. Jego wspomnienia uzupełniają relację Anny Przemyskiej i pozwalają pełniej odtworzyć obraz pierwszych dni wojny. 

Najważniejszym źródłem dotyczącym akcji wojskowej powstrzymania marszu wojsk agresorów i samej katastrofy są raporty wojskowe zachowane w archiwach, opis zamieszczony w Muzeum Lotnictwa Polskiego oraz bezpośrednia, osobista relacja jej uczestnika – plutonowego pilota Aleksandra Rudkowskiego (1914–2001), opublikowana także w „Królowej Apostołów” (nr 9/1989, s. 6 i 7). 

Pierwsze dni wojny 

1 września 1939 roku przez Orawkę przemieszczały się drogą w kierunku Podwilka niemieckie kolumny pancerne. Na podstawie książki gen. Friedricha Stahla Organisation des Heeres 1939 Anna Przemyska ustaliła, że od strony Słowacji posuwały się dwie niemieckie dywizje należące do 14. Armii, podporządkowane różnym korpusom – 7. i 45. Pierwszą dowodził generał Ott, drugą, przybyłą z Linzu nad Dunajem – generał Materna. W swojej relacji w 1989 roku opisywała, że Niemcy zajęli jej dom rodzinny, pensjonat „Sabina”, prowadzony przez rodzinę Obyrtaczów (jej matkę Sabinę i ojczyma Jana). Miejsca było dużo, więc urządzono tam kwaterę dla generała Materny. Przed jego przybyciem żołnierze starannie przeszukali zabudowania całego obejścia. Pokoje wypełniły skrzynie z pieniędzmi, wyposażenie i mapy wojskowe, na których zaznaczone były nawet najmniejsze strumyki i ścieżki. Młoda dziewczyna zapamiętała generała Maternę jako wysokiego, opalonego mężczyznę, którego znakiem szczególnym był złoty ząb. Wspominała, że w zabudowaniach gospodarczych byli przetrzymywani mężczyźni z okolicznych miejscowości, zwłaszcza z Jordanowa i Podwilka, zatrzymani przez Niemców. Wielu z nich zgromadzono pod strażą w stodole, a kiedy zabrakło tam miejsca, również w brzozowym lasku niedaleko pensjonatu. 

Anna Przemyska przedstawiła wydarzenia z rodzinnej Orawki i na Orawie w szerszej perspektywie rozpoczynającej się wojny i korzystając z publikacji dotyczących kampanii wrześniowej, zwróciła uwagę na znaczenie 10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej, dowodzonej przez płk. dypl. Stanisława Maczka i wspieranej przez oddziały I Brygady Górskiej pod dowództwem płk. dypl. Stanisława Gaładyki. Wspomniała, że mieszkańcy Orawki z niepokojem obserwowali wydarzenia rozgrywające się w rejonie Wysokiej, gdzie przez kolejne dni trwały ciężkie walki. Tam walczyli ich bliscy, powołani do Korpusu Ochrony Pogranicza, między innymi jej ojczym Jan Obyrtacz. Niemieckie natarcie od strony Słowacji zostało skutecznie opóźnione przez stronę polską. Według przywoływanych przez nią źródeł niemiecki klin pancerny posuwał się w tym rejonie bardzo powoli – miejscami nie więcej niż kilka kilometrów dziennie. 

3 września 1939 roku – „Karaś” nad Orawką 

Kulminacyjnym momentem tych pierwszych dni wojny były wydarzenia niedzieli 3 września 1939 roku. Tego dnia ksiądz Marcin Jabłoński (1888–1948) odprawiał Mszę świętą dla osób, którym udało się dotrzeć do kościoła. Nie mogli jednak uczestniczyć w niej w spokoju. Od świtu na okolicznych wzgórzach trwały przygotowania Niemców do obrony przeciwlotniczej. Ustawiano działa, a w oddali przemieszczały się niemieckie kolumny pancerne. 

We wspomnieniach Anny Przemyskiej generał Materna, który przebywał w zajętej willi „Sabina”, obserwował sytuację z pensjonatowego leżaka, otoczony przez swoich żołnierzy. Wydawał się pewny przewagi swojego wojska oraz szybkiego i łatwego zwycięstwa. Około godziny 9:30 nad Orawką pojawił się polski samolot bombowy PZL.23 „Karaś” z trzyosobową załogą. Jak wspomina Anna Przemyska, ludzie w pensjonacie zaczęli się głośno modlić, kiedy nagle po drugiej stronie rzeki wybuchła bomba. Niemiecka artyleria rozpoczęła intensywny ostrzał i samolot został trafiony. Na jego pokładzie zginęli kapral strzelec Rudolf Widuch i podporucznik obserwator Tadeusz Prędecki. Pilot, plutonowy Aleksander Rudkowski, zdołał opuścić płonącą maszynę na spadochronie. Niemieccy żołnierze ostrzeliwali go również podczas opadania. Strzelano z różnych stron – z Wielkiego Działu, od Krzyża, od kościoła i od Podwilka. Anna Przemyska przedstawiła również niezwykle przejmujący obraz: generał miał wstać z leżaka i wraz z żołnierzami bić brawo, gdy płonący samolot spadał na ziemię, a pilot opadał na spadochronie. 

Co wydarzyło się nad Orawką? 

Relacja Alojzego Kuczkowicza uzupełnia wspomnienia Anny Przemyskiej. Zapamiętał on, że samolot nadleciał od strony Podwilka nad Orawkę, zrzucił bombę na podwórko Szczęśniaków, a następnie został zestrzelony i spadł cztery metry poniżej miejsca, w którym znajduje się dziś obelisk upamiętniający lotników. Mieszkańcy Orawki uważali, że celem ataku mógł być pensjonat „Sabina”, jednak bomba nie trafiła w zamierzony cel, gdyż lotnicy nie zauważyli go w porę. 

W archiwach wojskowych znajdują się dokumenty dotyczące akcji rozpoznania i atakowania tej przemieszczającej się niemieckiej kolumny pancernej. Załoga bombowca PZL 23 B numer boczny 4 była jedną z trzech wysłanych do wykonania rozkazu kpt. pil. Juliana Wojdy, dowódcy 24. Eskadry Rozpoznawczej, na rozkaz operacyjny wydany przez dowódcę lotnictwa Armii „Kraków”, płk. obs. Stefana Sznuka z zadaniem zbombardowania celu. Przebieg akcji szczegółowo opisał ocalały pilot Karasia Aleksander Rudkowski. W dwóch podejściach zrzucili bomby na ustalony cel. Widząc żołnierzy i pojazdy znajdujące się w pobliżu willi, ostrzelali je dwiema długimi i jedną krótką serią z karabinów maszynowych. Niestety nie zdołali odejść z miejsca akcji, ponieważ samolot został zestrzelony. Aleksander Rudkowski wspominał, że jego koledzy zginęli jeszcze w trakcie lotu. On sam zdołał opuścić pędzącą nadal maszynę na spadochronie i opadł na pole kapusty, odnosząc obrażenia wewnętrzne. Wkrótce został odnaleziony przez Niemców i przewleczony przez rzekę. Podjechał po niego samochód i przewieziono go najpierw do aresztu w Jabłonce, gdzie był brutalnie przesłuchiwany, a następnie do Rużomberku na Słowacji. Przez trzy dni pozostawał bez odpowiedniej pomocy, leżąc na trawie na stadionie. Dopiero gdy zasłabł w

wyniku odniesionych obrażeń, przewieziono go do szpitala, gdzie przeszedł operację. Następnie trafił na leczenie do Wiednia, a po około trzech tygodniach do niewoli – najpierw do Stalagu XVII A, a później do kolejnych obozów jenieckich na terenie III Rzeszy. W niewoli doczekał końca wojny. 

Miejsce katastrofy 

Polegli lotnicy, 25-letni porucznik Prędecki i 23-letni kapral Widuch, zostali pochowani w pobliżu miejsca upadku samolotu. Mieszkańcy postawili tam drewniany krzyż, a grób otoczyli niewysokim płotem. 

Miejsce pochówku odwiedzała w czasie wojny między innymi Anna Przemyska z matką i siostrą, jej szkolna koleżanka Magdalena Dziubkowa z domu Neupauer, a także członkowie oddziału Armii Krajowej „Limba”. Zachowało się zdjęcie dokumentujące jedną z takich wizyt. Pewnego dnia znalazła osmalony różaniec, który wiele lat później przekazała do muzeum regionalnego w Przywarówce. 

Miejsce katastrofy przez długi czas było również miejscem poszukiwania metalowych elementów samolotu. W czasie wojny i w pierwszych latach po jej zakończeniu metal był trudnym do zdobycia materiałem, dlatego mieszkańcy zbierali nawet najmniejsze fragmenty wraku i wykorzystywali je w gospodarstwach. Alojzy Kuczkowicz jako chłopiec wielokrotnie przychodził tam ze swoim ojcem. Pamięta, że blachę i inne metalowe części przerabiano na przedmioty potrzebne w codziennym życiu. Z katastrofy pozostały więc nie tylko wspomnienia, ale również drobne fragmenty samolotu, które przez lata były przechowywane przez mieszkańców. 

Pamięć o lotnikach z “Karasia” 

Pamięć o poległych lotnikach przetrwała wśród mieszkańców Orawki przez kolejne dziesięciolecia. Pamiętają oni historię pilotów, którzy z nieba bronili ich ziemi i na niej polegli. Alojzy Kuczkowicz wspomina, że szczątki lotników ekshumowano tuż po wojnie, w czasie gdy proboszczem Orawki nadal był ksiądz Marcin Jabłoński. Pochowano je pod południową ścianą kościoła w Orawce. 

W latach 50. XX wieku, za kadencji kolejnego proboszcza, księdza Józefa Kocańdy, podczas budowy drogi w Orawce wzniesiono betonowy pomnik nad grobem pod kościołem. Drewniane formy do wykonania krzyża maltańskiego i jego obrzeży przygotował w stolarni swojego ojca Józef Cegielny z kolegami. Jak wspominał po latach, nie mieli wtedy ani możliwości, ani czasu, aby dokładnie wykończyć i zaokrąglić zagłębienie krzyża. Beton „organizowali” od ekip budujących drogę, a pracę przy pomniku łączyli ze szkołą i obowiązkami w gospodarstwach rodzinnych – a był to akurat czas wykopków. To właśnie podczas zalewania form betonem wrzucono fragment nawiewu z kabiny pilota do zaprawy. Dzięki temu niewielki aluminiowy element samolotu przetrwał do dziś, eksponowany na pomniku przy pękniętej szachownicy jako symbolu katastrofy. 

Obchody rocznic rozpoczęcia II wojny światowej i zestrzelenia samolotu były okazją do zmian upamiętniających te wydarzenia. W 1984 roku, w 45. rocznicę wybuchu wojny na grobie lotników umieszczono fragment śmigła samolotu „Antonow”, ufundowany przez Krakowski Klub Seniorów Lotnictwa i robotników z Nowej Huty, gdzie pracował brat jednego z poległych lotników. Wymieniono także tablicę na betonowym krzyżu maltańskim, ponieważ umieszczone tam po wojnie nazwiska poległych zostały błędnie odczytane z nieśmiertelników. 

W 2014 roku wykonano nowy nagrobek. Inicjatorem jego odnowienia i fundatorem był ówczesny wójt Gminy Jabłonka Antoni Karlak, przy udziale mieszkańców Orawy i parafii w  Orawce. Szczególnie wzruszającym momentem uroczystości w 75. rocznicę wydarzeń było umieszczenie w grobie urny z ziemią pobraną kilka dni wcześniej na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, z grobu plutonowego Aleksandra Rudkowskiego, który zmarł w 2001 roku. W ten symboliczny sposób dołączył on do swojej załogi „Karasia”, z którą połączyły go tragiczne wydarzenia września 1939 roku. 

W 2025 roku w miejscu związanym z katastrofą wzniesiono obelisk z tablicą pamiątkową, a nad rzeką upamiętniono miejsce pierwszego pochówku lotników. 

Pamięć, która trwa 

Historia „Karasia” z Orawki zachowała się w kilku uzupełniających się świadectwach. Anna Przemyska obserwowała wydarzenia jako młoda mieszkanka Orawki i po latach opisała je w miesięczniku wydawanym przez Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego (Księża Pallotyni) – „Królowa Apostołów”. Alojzy Kuczkowicz, najstarszy żyjący świadek tego zdarzenia, wówczas pięcioletni chłopiec, zapamiętał przede wszystkim samolot, wybuch i miejsce jego upadku. Zdarzenie utkwiło mu w pamięci poprzez swoją dramaturgię i wielokrotne wspominanie w rozmowach z rodzicami i braćmi. Aleksander Rudkowski, jako pilot „Karasia”, pozostawił natomiast świadectwo uczestnika i ocalałego z katastrofy. 

Każda z tych relacji pokazuje wydarzenia z innej perspektywy. Razem tworzą obraz pierwszych dni wojny widzianych nie tylko przez pryzmat wojskowych raportów, lecz przede wszystkim przez mieszkańców Orawki – ludzi, którzy obserwowali przemarsz wojsk, ucieczkę ludności, internowanie sąsiadów, walki w pobliskich miejscowościach i dramatyczny lot polskiego samolotu. 

Miejsce katastrofy „Karasia” nie jest więc jedynie punktem na mapie. To przestrzeń pamięci o dwóch poległych lotnikach, o rannym pilocie, który przeżył wojnę, oraz o mieszkańcach Orawki, którzy byli świadkami tych wydarzeń i przez kolejne dziesięciolecia przechowywali ich ślady. Dzięki ich wspomnieniom 3 września 1939 roku pozostaje częścią żywej historii Orawki.

Opracowały Lucyna Borczuch i Ewa Czownicka

Tablica w miejscu pierwszego pochówku, 2025 r.

Pierwszy grób lotników. Zbiory Jacka Żelaszkiewicza.

Grób lotników w 2013 r.

Demontaż nagrobka, 2014 r.

Fragment pierwszej płyty nagrobnej z lat 50. XX w.

Obelisk wzniesiony na miejscu katastrofy w 2025 r.

 

 

 

 

Barok na Spiszu… i Orawie

15 sierpnia 2026 r. o godz. 16.30 po raz trzeci spotkamy się na muzycznej uczcie w cyklu Barok na Spiszu. Tegoroczny koncert zatytułowany jest JAM JEST PASTERZ DOBRY. W programie znajdą się utwory takich kompozytorów jak: Adam Jarzębski, Wacław z Szamotuł, Mikołaj Gomółka i Tarquinio Merula. Wykona je zespół Scepus Baroque w składzie:
Katarzyna Wiwer – sopran
Katarzyna Czubek, Radosław Orawski – flety proste
Maria Korzeniowska – lutnia
Tomasz Sobaniec – instrumenty perkusyjne
Artur Szczerbinin – pozytyw

Koncert poprzedzi mini wykład pani Katarzyny Wiwer Jam jest Pasterz dobry – bilijne rady o dobrym królowaniu.

Od godz. 15.30 będzie czynna kawiarenka specjałów orawskich  zorganizowana przez Koło Gospodyń Wiejskich w Orawce, a ok. godz. 16.00 będzie możliwe zwiedzanie kościoła z przewodniczką Lucyną Borczuch.

Z A P R A S Z A M Y!

Relacja

Dziękujemy Artystom za tę duchową ucztę.

Zaproszenie do Bydgoszczy

Stowarzyszenie „Matki Bożej Śnieżnej” w Bydgoszczy
zaprasza na wydarzenie pt.
„Sacrum na płótnie malowane”
które odbędzie się
w sobotę 25 kwietnia 2026 r., o godz. 15:00
w Bydgoszczy, w Domu Polskim, ul. Grodzka 1
 Przedstawię dwie prezentacje:
  • „Gdy milkną ołtarze. Znane i zachowane zasłony wielkopostne.”
  • „Orawski Wawel. Kościół w Orawce, jego przeszłość i teraźniejszość.
W imieniu organizatorów serdecznie zapraszam.
Lucyna Borczuch

 

Relacja z wydarzenia znajduje się na stronie Diecezji Bydgoskiej. Zdj. Marcin Jarzembowski, Biuro Prasowe Diecezji Bydgoskiej. Czytaj dalej

Stabat Mater – misterium pod zasłonami

Druga edycja misterium pod zasłonami zgromadziła pełen kościół melomanów, potwierdzając, że wydarzenie to na stałe wpisało się w kalendarz kulturalny miejsca. Muzyka pasyjna wybrzmiała wyjątkowo poruszająco w przestrzeni zabytkowego kościoła, gdzie surowość Wielkiego Postu spotkała się z głębią artystycznej interpretacji. Akustyka wnętrza oraz półmrok, potęgowany obecnością zasłon, stworzyły atmosferę skupienia i refleksji, pozwalając słuchaczom w pełni zanurzyć się w duchowym wymiarze koncertu. Stabat Mater Giovanniego Battisty Pergolesiego oraz sonaty ks. Giovaniego Legrienziego, uzupełnione tekstami Józefa Jankowskiego, ks. Jana Twardowskiego i Pieśni łysogorskich wybrzmiały wspaniale w wykonaniu  niezrównanych artystów muzyki dawnej Scepus Baroque i Barbary Stępniak-Wilk. Dziękujemy!

Opr. LB, zdj. Mikołaj Monita

 

Wizyta Volkera Dudecka w Polsce

 

Volker Dudeck  jest znanym badaczem i dokumentalistą zasłon wielkopostnych – zajmuje się ich inwentaryzacją, analizą ikonografii i historią występowania, szczególnie w Europie Środkowej. Jest współorganizatorem wystaw i popularyzatorem dziedzictwa religijnego – prowadzi wykłady, prezentacje i działania edukacyjne, często we współpracy międzynarodowej. Jest autorem artykułów oraz współtwórcą katalogów dotyczących tych tkanin, m. in. wydanej w tym roku broszury Znaki Męki. Zasłony wielkopostne typu Arma Christi. Czytaj dalej

Znaki Męki. Zasłony wielkopostne typu arma Christi

Zasłony wielkopostne to wyjątkowe zjawisko na styku sztuki, liturgii i pobożności ludowej, ale wciąż mało znane. 350 rocznica wykonania najstarszej orawskiej opony to okazja, aby pokazać jak wyglądają 24 inne zasłony haftowane i malowane, pochodzące z Europy i Ameryki Południowej. Broszura poświęcona jest tkaninom wielkopostnym jednego wybranego typu – arma Christi, do którego należy najstarsza zachowana w Polsce i nadal używana Pieta pod krzyżem. Czytaj dalej

350 lecie orawskiej zasłony wielkopostnej

Opony wielkopostne, łac. velum quadragesimale są to specjalne tkaniny, którymi zasłania się ołtarze w Wielkim Poście. W średniowieczu słowem opona określano każdą tkaninę służącą do zasłaniania lub okrywania. Zwyczaj wieszania takich kurtyn nawiązuje prawdopodobnie do praktyki zasłon w świątyni jerozolimskiej. W sposób symboliczny wielkopostne opony pełnią podobną funkcję, ograniczając widoczność ołtarza i tabernakulum w czasie pokuty i oczekiwania na Rezurekcję. Obrazkowe tkaniny często stosowano w celach dydaktycznych dla wiernych nie umiejących czytać. Do dziś pomagają wejść w klimat pokuty i skupienia, towarzysząc duchowemu przygotowaniu do świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Czytaj dalej